Przeszczepy: Serca nie leżą na półkach

 

Przeszczepy: Serca nie leżą na półkach

 

Przez pięć lat zespół profesora Marka Jemielitego wykonał w Poznaniu 32 operacje przeszczepienia serca. Obecnie w poznańskim ośrodku na nowy organ czekają 34 osoby. Niektóre wymagają dodatkowego wspomagania pracy serca.

W Szpitalu Klinicznym im. Przemienienia Pańskiego Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu przy ul. Długiej, przeszczepy serca przeprowadza się od 2010 roku.

- W tym roku wykonaliśmy sześć operacji transplantacji serca, ostatnią w sobotę, 12 grudnia - mówi profesor Marek Jemielity, kierownik Kliniki Kardiochirurgii i Transplantologii w szpitalu przy ul. Długiej. - Był to 32 przeszczep serca w Poznaniu.

Na nowe serce czekają w poznańskim ośrodku 34 osoby, z których sześć osób jest na liście pilnej. Ich organy odmówiły posłuszeństwa. Po leczeniu kardiomiopatii, choroby wieńcowej, skutków rozległych zawałów, ciężkich arytmii powstała tak duża niewydolność, że dalsze standardowe postępowanie nie przynosiło poprawy. Życie tych pacjentów może uratować jedynie przeszczep. Problemem jest ciągle brak dawców.

Z nowym organem

To delikatny temat. Kardiochirurdzy nie mają wpływu na przebieg zdarzeń, które prowadzą do śmierci potencjalnego dawcy. Mogą jedynie prosić koordynatorów do spraw przeszczepów o większe zaangażowanie. - To często jest kwestia lekarzy, którzy zgłaszają, lub nie, dawców serca - mówi dr Tomasz Urbanowicz z Kliniki Kardiochirurgii i Transplantacji UMP. - Są ośrodki, z którymi współpraca przebiega bardzo dobrze, jak choćby Gorzów. Na dziesięć pierwszych przeszczepów troje dawców pochodziło właśnie z tamtejszego szpitala. Ale są też podobnej wielkości ośrodki, z których przez pięć lat nie mieliśmy ani jednego zgłoszenia.

Transplantolodzy podkreślają również, że ważne jest, aby o przeszczepach i stosunku do nich, rozmawiać w rodzinie. Żeby najbliżsi tragicznie zmarłych pacjentów, nie mieli wątpliwości, jaka była ich wola. Pacjent operowany w sobotę w poznańskiej klinice miał szczęście. Gdy jego serce całkowicie odmówiło posłuszeństwa - znalazł się dawca.

- Dowiedziałem się tylko, że był to chłopak, który miał tętniaka mózgu - mówi pacjent. - Potem wszystko przebiegło sprawnie. Zostałem przygotowany do operacji, pojechałem na salę. Wiele nie pamiętam. Przez trzy dni utrzymywany byłem w śpiączce. Po przebudzeniu widzę, że to nie jest takie złe, jak to sobie wcześniej wyobrażałem.

Pompa zamiast serca

Na przeszczep w poznańskiej klinice czeka, między innymi, pan Maciej z Poznania.

Ma 35 lat, dwoje dzieci. Pan Maciej od półtora roku nie opuścił szpitala przy ulicy Długiej. - Dzieci mnie odwiedzają. Tęsknią - przyznaje pan Maciej. - Syn ma 14 lat. Widzę, że wchodzi w okres buntu. Żałuję, że nie mogę być z nimi w domu. Liczę na to, że na początku przyszłego roku znajdzie się dla mnie serce.

Pan Maciej żyje dzięki innowacyjnej metodzie, którą w jego przypadku zastosował profesor Jemielity. Wszczepił on pacjentowi pneumatyczną komorę wspomagania serca o nazwie Religa Heart. Pompuje ona krew za chory organ w warunkach szpitalnych. Pacjent może być podłączony do aparatury przez kilka miesięcy, do czasu przeszczepu. W poznańskim szpitalu z urządzeń Religa Heart korzysta dwoje pacjentów. Drugą pacjentką jest pani Paulina, matka trojga małych dzieci.

- To tylko jeden ze sposobów na tak zwane obejście transplantacyjne - tłumaczy prof. Jemielity. - Docelowo, ci pacjenci potrzebują jednak przeszczepu.

Serce na baterie

Profesor Jemielity już przygotowuje się do zastosowania kolejnego rozwiązania ratującego życie pacjentom czekającym na przeszczep.

- W przyszłym roku chciałbym zacząć stosować kolejną metodę mechanicznego wspomagania pracy serca - przyznaje prof. Jemielity. - To wszczepienie pacjentowi wirowej pompy, która pozwalałaby choremu ze skrajną niewydolnością oczekiwać na przeszczep w domu. Pompa miałaby wyprowadzony na zewnątrz kabel zasilający podłączony do baterii.

- Wszystkie te metody to rozwiązania przejściowe - przyznaje profesor. - Ratują one ludziom życie, ale traktujemy je jako dodatkową pomoc. Przeszczepu na razie nie potrafimy zastąpić. W badaniach nad zastosowaniem komórek macierzystych w leczeniu niewydolności nie ma na razie przełomu. Nadzieję mogą być serca transgeniczne, ale to także rozwiązanie na niesprecyzowaną przyszłość. Narzędziem, które mamy teraz, aby ratować życie tych ludzi to transplantacje.

Zespół, który leczy

Na 32 osoby, którym przeszczepiono serca w Poznaniu, dwoje nie opuściło szpitala. Reszta pacjentów przeżyła operacje. - W medycynie nie wszystko jest przewidywalne - mówi prof. Jemielity.

- Statystycznie to bardzo dobry wynik. Rewelacyjny wręcz. Nie można jednak nie wspomnieć, że to sukces całego zespołu, kardiochirurg wykonuje może najbardziej spektakularną, ale niewielką część pracy.

Pacjenci są kierowani do przeszczepu przez leczących ich kardiologów. Muszą oni wybrać odpowiedni moment, wykluczyć współistniejące choroby.

- To wymaga wiedzy, doświadczenia, precyzji - tłumaczy profesor Ewa Straburzyńska-Migaj, kardiolog, przewodnicząca Sekcji Niewydolności Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. - Oczywiście, nie może być za późno, ale ważne, żeby pacjent nie trafił na listę za wcześniej. Serca nie leżą przecież na półkach.

Źródło i fot.: http://www.gloswielkopolski.pl/artykul/9223424,przeszczepy-serca-nie-leza-na-polkach,3,id,t,sa.html